Rozmowa o przeszłości

Zapraszam do przeczytania drugiego fragmentu z mojej debiutanckiej powieści pt EGOEXI. Miłej lektury!

– Przepraszam, mogę wiedzieć, czemu pan do niej tak często przychodzi?
– Słucham?
– Sprzątam na tym cmentarzu od kilku miesięcy i zauważyłam, że ze dwa razy w miesiącu to jest pan na pewno. Bo tak to tylko jakaś kobieta, może jej matka, z rzadka bywa. Może ze dwa lub trzy razy była, a grób nie jest już najświeższy przecież.
– Byliśmy parą. A raczej mieliśmy takie aspiracje. Dawno temu.
– Oj, to przykro mi bardzo.
– Dziękuję. Próbuję się z tym jakoś pogodzić. Czemu pani tak się przygląda?
– Patrzę na datę śmierci. Mówię, trochę czasu minęło.
– Nie wiem, ile to jest trochę, a ile dużo. Pani wybaczy, ale właśnie miałem iść. Do widzenia.
– A mogę wiedzieć, co się stało, że „tragicznie”?
– Wypadek samochodowy, wszystko się spaliło. Ale nie tutaj. W USA.
– Gdzie?
– W Ameryce. Ale tu jest urna.
– Urna?
– Urna. Z prochami. Przepraszam, muszę już iść.
– Przepraszam za wścibskość, ale pan jest… od Promieniaków? Jakub Promieniak?
– Kuba. Promień.
– No tak myślałam, dlatego podeszłam. Znałam się z twoją mamą, pracowałam w szkole na Mireckiego, jak Elka była dyrektorką. Raz byłam u was w domu, ale byłeś jeszcze taki mały srajtek, to nie pamiętasz. A teraz, słyszałam, że niegrzeczny chłopiec się z ciebie zrobił. Po co ci to?
– No to źle pani słyszała. Lepiej niech pani tak nie docieka. I mam nadzieję, że mama była dla pani dobrą szefową? Pani uczyła rosyjskiego, dobrze pamiętam?
– Dobrze. A Elka? Złym człowiekiem nie była. Ale na odpoczynek to nie pozwalała. A czemu znicza nigdy nie masz, żeby na grobie coś zapalić?
– Już mówiłem. Ogień. Naprawdę muszę iść.
– Oj, wy młodzi. Zawsze tak się spieszycie, a ciekawe, jak taka wojna przyjdzie, to czy tak do walki pilnie polecicie.
– Jaka wojna? Proszę pani…
– Jak to, jaka wojna? No mówią ludzie, że Ruskie mogą i chcą. I powodu tylko wyczekują.
– Niech pani nie wierzy w takie głupoty. Lecę.
– Głupoty. Ostatnio w telewizji widziałam, jak mamuta odtworzyli, tylko z takiej malutkiej kosteczki. Może przyjdzie taki dzień, że wielka miłość będzie do odtworzenia z kilku strzępów nieśmiertelnych wspomnień.
– Chciałbym.
– No widzisz…
– Chciałbym choć przez chwilę nie myśleć wtedy, jak sztuczne i nieprawdziwe będzie to uczucie. Miłość, która raz umarła, nie odrodzi się już nigdy. Tak jak i ten, kto kocha. Może gdybym i ja zginął, nie miałaby pani wątpliwości. Lecę.
– Młody jesteś, to jeszcze tego wszystkiego nie wyczuwasz. A ja czuję, tak samo jak to, że burza idzie czy ulewa ogromna. Będzie znowu wielka wojna, a potem będą takie dziwy. Niejedne już przeżyłam i o niejednych wymysłach czytałam. No i „do widzenia” wypadałoby powiedzieć. Gnojek. Myśli, że wszystkie rozumy w tej Warszawie pozjadał.
– Do widzenia.
– Zdrowia życzę. I cierpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *